Babadag. Hotelowe okno

Upalne południe. Widok z drugiego piętra hotelu w samym centrum Babadag - daleko w Rumunii - są już nawet minarety i Tatarzy czy Turcy. Hotel całkiem spory ale całkowicie bez życia - nawet po recepcjonistę trzeba dzwonić, aby przyjechał z sąsiedniego miasta. Trzy albo cztery pietra, mnóstwo pokoi, na ścianach kalendarze sprzed dziesięciu lat. Parter to wielka, pusta restauracja z gotowymi nakryciami na stołach - jakby przygotowanymi do wesela. Znudzona kucharka pali Bondy i czeka na gości... dziś na obiad przyszli tylko robotnicy z sąsiedniej budowy. Gdzieś obok zagubieni Francuzi - na szczęście dla nich z rumuńskim przewodnikiem. Długo tu nie zostali.